Kładka nad Nettą ugrzęzła w sporze, a Augustów wciąż czeka

3 min czytania
Kładka nad Nettą ugrzęzła w sporze, a Augustów wciąż czeka

Na kładkę nad Nettą Augustów czeka od lat, ale zamiast wbitego szpadla znów wrócił polityczny spór. Projekt, który miał połączyć Borki i Zarzecze oraz stać się jednym z mocniejszych punktów rozwoju miasta, znalazł się pod znakiem zapytania po ostatniej sesji Rady Miejskiej. W tle są 14 milionów euro, kolejne poprawki i narastające napięcie wokół decyzji, które – jak twierdzą władze miasta – mogą zapaść nie tam, gdzie powinny.

  • Pomysł sprzed lat znów wrócił nad Nettę
  • Sesja Rady Miejskiej podkręciła polityczne napięcie
  • Miasto trzyma projekt, choć ryzyko nadal wisi nad finansowaniem

Pomysł sprzed lat znów wrócił nad Nettę

Kładka nad Nettą nie jest nowym pomysłem wyciągniętym z szuflady. Jej koncepcja sięga 1991 roku, a w Augustowie od dawna traktuje się ją jak brakujący element miejskiej układanki, który ma domknąć przestrzeń między dwiema częściami miasta. Dla mieszkańców Borków i Zarzecza to nie tylko wygodniejsze przejście przez rzekę, ale także szansa na lepsze skomunikowanie dzielnic i mocniejszy impuls dla ruchu turystycznego.

Władze miasta podkreślają, że na inwestycję zabezpieczono 14 milionów euro, a sam projekt dojrzewał długo i mozolnie. Projektanci wielokrotnie nanosili poprawki, także po uwagach służb konserwatorskich, żeby kładka pasowała do charakteru Augustowa, a nie kłóciła się z jego krajobrazem. To właśnie dlatego przeciągające się uzgodnienia budzą coraz większą frustrację – po tylu latach pracy każda zmiana jest odczuwana jak krok wstecz.

Sesja Rady Miejskiej podkręciła polityczne napięcie

Iskrą, która znów rozpaliła dyskusję, były wystąpienia podczas sesji Rady Miejskiej. Radne Koalicji Obywatelskiej, Izabela Piasecka i Wiesława Drejer-Przekop, jeszcze przed oficjalnymi decyzjami konserwatorskimi miały mówić, że inwestycja „nie uzyska uzgodnienia”. Władze miasta odebrały to jako sygnał, że o losach kładki zaczyna decydować polityka, a nie merytoryczna ocena projektu.

Przewodniczący rady, Dariusz Ostapowicz, nie krył oburzenia wizytami radnych KO u Adama Musiuka, wojewódzkiego konserwatora zabytków. To postać dobrze znana w podlaskiej polityce – wcześniej był zastępcą prezydenta Białegostoku i kandydował z list Koalicji Obywatelskiej do Sejmu. Dla części samorządowców sam ten kontekst wystarcza, by wokół decyzji o kładce pojawiły się pytania o niezależność i kulisy całej sprawy.

„To, co obserwujemy, to czysta patologia” – ocenił wiceburmistrz Filip Chodkiewicz.

W jego ocenie urzędowe uzgodnienia były wielokrotnie zmieniane, a projekt przesuwany i poprawiany, zanim nagle pojawił się zwrot w drugą stronę. Miasto przypomina, że toczyło tę batalię latami, a sama inwestycja miała być odpowiedzią na potrzebę łączenia obu brzegów, nie kolejnym papierowym planem bez szans na realizację.

Miasto trzyma projekt, choć ryzyko nadal wisi nad finansowaniem

Wiceburmistrz Sławomir Sieczkowski mówi wprost o marnowaniu czasu i energii, które przez lata wkładano w przygotowanie przedsięwzięcia. Jego zdaniem kładka została doprowadzona niemal do końca pod względem formalnym, a teraz pojawia się groźba, że pieniądze przeznaczone na ten cel mogą zostać przesunięte na inne potrzeby.

„Ich jedyną partią powinien być Augustów” – podkreślił Sieczkowski, odnosząc się do radnych opozycji.

Władze miasta zapowiadają, że nie odpuszczą tematu. Dla Augustowa stawka jest większa niż sama przeprawa nad Nettą – chodzi o wiarygodność wieloletnich planów, o to, czy inwestycje przygotowywane przez lata mają w końcu szansę wyjść z dokumentów i zbudować realne połączenie między dzielnicami. W Borkach i Zarzeczu to szczególnie wyczuwalne, bo właśnie tam mieszkańcy od dawna czekają na coś więcej niż obietnicę, która znowu utknie w urzędowym i politycznym labiryncie.

na podstawie: Urząd Miejski Augustów.

Autor: krystian